Nieistniejące miejscowości

Niewiele już pozostało po dawnych mieszkańcach Bieszczad. W wyniku upływu czasu domy, sady i piwnice uległy zniszczeniu. Wiele miejscowości znamy tylko z nazwy, czasem można odnaleźć miejsce po cerkwi.

Minęło zaledwie kilka miesięcy, bo w sierpniu było już po Akcji Wisła i nagle jakby czas zatrzymał się w miejscu. Miejsca, gdzie jeszcze nie dawno tętniło życie spłowiały pustkami, pomiędzy drzewami wyłaniały się chaty niczym widma. Bez okien,
z wyłamanymi drzwiami ze spalonymi stodołami. Jakby ludzie uciekali w pośpiechu. Panował nienaturalny nieład i cisza taka jakaś obca. Domy spalone świeciły pustkami. Pyrz Jan urodzony w Małastowie wspomina „że żyli dobrze z Polakami, ale kiedy nadszedł okres okupacji i nas wysiedlali to oni przyjeżdżali i rabowali”

Po wysiedleniu Łemków przyjechali polscy osadnicy. W Beskidzie Niskim nie palono całych wiosek. Inaczej było w Bieszczadach, kiedy wysiedlano Bojków. Tam podczas wypędzeń spłonęła większość gospodarstw. Tutaj większość domów zostawiano, albo, co lepsze przenoszono do innych wiosek. Niektóre z nich rozbierano i drewno używano do opału. Domy, które jakoś pozostały były przydzielane nowym mieszkańcom. Nie było jednak ich zbyt wielu. Żywa wciąż propaganda o Ukraińskiej ludności, o oddziałach UPA grasujących po Beskidach nie zachęcało do zamieszkiwania południowej Polski. W wielu wioskach po Akcji Wisła znikła 1/3 domów. Tak było w Bartnem.

Beskidy z miesiąca na miesiąc zaczęły się zmieniać. Na opuszczone tereny Łemkowszczyzny przybyło niewielu osadników. Efektem tego było dziczenie terenów. Rozległe pustkowia, dzika przyroda i walące się zabudowania. Z czasem wiele wsi przestało istnieć. Została tylko po nich nazwa na mapie, która przypomina o tym, że kiedyś tam była wioska. Chociaż wiosną, gdy zakwitają już zdziczałe sady, można jakby cofnąć się w czasie i dotknąć historii, dawnej przeszłości.

Komentowanie jest wyłączone